Vege srege

Story of my life:  (w knajpie)

  • Do you have something vegetarian?
  • Yes, we have salmon.
  • And actually something vegetarian?
  • Tuna?
  • Fucking hell…. something without a face!?

Sam temat wegetarianizmu jest tak kontrowersyjny jak co najmniej aborcja, in vitro albo eutanazja.. (chociaż i tego do końca nie rozumiem). O co tyle szumu? Czy już naprawdę człowiek ze wszystkiego musi się tłumaczyć? Z kim śpi, dzieci są czy brak, jak brak to czemu, skąd ma lub czemu nie ma pieniędzy, ma ślub czy żyje „w grzechu”…..to jeszcze zaglądają nam do lodówki. Wyć się chce… Za każdym razem jak wspomnę, że nie jem mięsa to jest dyskusja. I bynajmniej, nie zaczęta przeze mnie! Mnie to nie obchodzi, co kto je, ale najwyraźniej wszystkich interesuje mój talerz. I to nie tak pozytywnie, z zaciekawieniem, tylko zawsze są głupie komentarze. No żal dupę ściska, a mam dużą, więc dużo mi się ściska…

Jasne, jeśli ktoś chce mieć konstruktywną dyskusje, chętnie porozmawiam. Ale jak zaczyna się od tego, że warzywa też mają uczucia i że może ich też nie powinnam jeść, to bym lała ludzi po mordzie łopatą na oślep. No przecież to jest brak jakiejkolwiek inteligencji i wiedzy. Mało tego, nigdy nie staram się nikogo na siłę przekonywać do bycia wege, zazwyczaj po prostu nic nie mówię. Do tego, jak jest impreza/rodzinne wyjście/ślub itp to wręcz proszę żeby się mną nie przejmować. Nie chce żeby tylko dla mnie ktoś robił sobie kłopot (bo tak to jest widziane) i gotował po wegetariańsku jeśli nie ma na to ochoty. Ja zjem chleb, sałatkę lub przyjdę ze swoim jedzeniem. Serio, o nic nie proszę, niczego nie wymuszam, niczego nie chce. Ale nie! Zawsze znajdzie się jakiś upierdliwiec (niestety zazwyczaj jest to mężczyzna, bo kobiety chyba mają więcej inteligencji emocjonalnej) który zacznie: “Coo nie jesz mięsa? Pfff, o sałacie i wodzie żyjesz? A dobre masz wyniki krwi? A białko? Nie chcesz dobrego kurczaczka? Masz! (podtykając pod nos), a jesz jajka lub pijesz mleko? (pyta oczywiście podchwytliwie)”.

No i się zaczyna. Problem polega na tym, że z czasem i z coraz większą ilością napotkanych takich ludzi, zaczynam tracić cierpliwość i mam ochotę odpowiedzieć, że: nie, nie jem mięsa, i nic im do tego, nie nie żyję o sałacie i wodzie, tak samo jak Ty nie spożywasz tylko mięsa, sałaty i wody, prawda? Wyniki krwi? Badam się co roku, i mam bardzo dobre wyniki, a Ty kiedy ostatnio robiłeś badania? A białko? Co Ty wiesz o białku, daruj sobie proszę. Nie, nie chcę kurczaka nafaszerowanego antybiotykami, i nie nie mam ochoty jeść czegoś co jeszcze niedawno żyło. A temat jajek i mleka to już o weganizm zahacza, więc nie próbuj złapać mnie na tym, że nie jem mięsa ale jajko to wpieprzę chętnie i gdzie ta moja konsekwencja.

Konsekwencja, której mi narazie brakuje, przyznaję, bo jem ryby. Ale czy ja kiedykolwiek powiedziałam, że jestem wegetarianką? Nigdy. Dążę do tego, a jem ryby zazwyczaj jak wychodzę jeść na mieście, gdy mam wybór między schabowym a rybą. Z drugiej strony, czy to naprawdę tak trudno zrobić dobry makaron z warzywami? Widocznie tak.

Jak mówię, że nie jem mięsa, to zazwyczaj wywołuję panikę. Don’t panic stay calm. To naprawdę nie koniec świata. To mój świadomy wybór, nie żałuj mnie, to mi Ciebie bardziej żal.

Także nie dyskutujmy i nie zaglądajmy sobie w talerz tylko po to, żeby sprowokować nic nie wnosząca dyskusje.

Po prostu, żyj i daj żyć innym, a w tym przypadku żryj i daj żreć innym!

 

httpwww.veggieboards.comforum11-vegetarian-support-forum122907-funny-veg-n-pictures-comics.html

 

(obrazek ściągnięty z

http://www.veggieboards.com/forum/11-vegetarian-support-forum/122907-funny-veg-n-pictures-comics.html )