Santa Cruz Trek

Zaczęła się wielka przygoda! Po kilku dniach w Huaraz i dwóch jednodniowych trekach na wysokości 4450m jesteśmy gotowi!

Trasa

Huaraz (3052 m) – Vaqueria (3700 m) – Paria (3850 m) – przejście przez Punta Union (4750 m) – Taulipampa (4250 m) – Llamacorral (3800) – Cashapampa (2900 m)

santa

 

Idziemy we trójkę czyli ja, M. i koleżanka S. Ruszyliśmy z Huaraz skoro świt chyba o 5.30 i złapaliśmy collectivo do Yungay. Jedzie się około 1h, koszt ok 5soli za osobę. Wysiadka w Yungay i zmiana busa. Zatrzymujemy się na mini dworcu dla collectivo i jest tutaj też toaleta. Czekamy prawie godzinę, żeby collectivo zebrało wystarczającą liczbę osób i ruszył.  Kiedy w końcu się udało pojechaliśmy docelowo do Vaqueria. Nie obyło się oczywiście bez przygód i nasz bus psuł się po drodze ze 3 razy, więc nasza podróż wydłużyła się nieco. Jest do tego niezłe zimno jak zachodzi słonce i zaczynamy się martwić czy na pewno mamy wystarczającą ilość ciepłych ciuchów… W końcu po bardzo długim czasie dojeżdżamy do Vaqueria, jest ok 11 rano… Tutaj już jest inna wysokość, prawie popołudnie więc jest super ciepło co nas bardzo cieszy. Zarzucamy plecaki i idziemy.

Ps. Po drodze do Vaquerii trzeba zapłacić wstęp za wjazd do parku, koszt 65soli za os.

Każdy z nas ma duży plecak. Spakowaliśmy jedzenie, trochę ciuchów i namiot, karimaty, kuchenkę gazową turystyczną, 2 małe butle z gazem, dwa małe garnki, śpiwory i wodę, dużo wody, za dużo! Jak się później okazało, wzięliśmy trochę za dużo jedzenia tzn, ilościowo może ok ale za ciężkie, trzeba brać wszystko w proszku! My za ambitnie podeszliśmy do tematu, ale to był nasz pierwszy trek i trochę na czuja wszystko robiliśmy. Next time plecaki będą lżejsze. Wodę trzeba mieć ze sobą cały czas, ale litr na osobę wystarczy, pierwszy dzień może weźcie ze dwa litry bo nie bardzo jest gdzie napełniać aż do campu, ale potem już jest co jakiś czas rzeka, wiec nie ma problemu. Jeśli robicie treka sami to też miejcie na uwadze, że na początku można się trochę nie orientować gdzie iść, ale wystarczy popytać ludzi i potem już jest naprawdę łatwo. I tak róbcie treka sami! To zupełnie inne przeżycie!

Nasza przygoda zaczęła się średnio o tyle, że M. był przeziębiony trochę i wziął anytbiotyk, więc pierwszego dnia, mimo tylu przygotowań dostał przez to choroby wysokościowej. Zmusiło nas to do wynajęcia osła i donkey driver. S. też miała dość plecaka i była za osiołkiem (było głosowanie, bo oczywiście ja „partia zielonych” haha nie chciałam). I tak osiołek (potem dwa) szły z nami dwa dni, a potem już zostaliśmy sami. Uważam, że tego treka można zrobić samemu, tylko trzeba się dobrze (lekko) spakować. Nie pamiętam dokładnie ile zapłaciliśmy za osiołka ale chyba całość wyszła nam jakieś 300soli na 3 osoby za dwa osiołki i pana, który z nami szedł do Punta Union (i w sumie za 3dni które nam poświecił, niezły cennik tutaj mają!).

 

Ps. Treka można zacząć albo od Vaquerii albo od Cashapampa. Nam polecono zacząć w Vaquerii bo po pierwsze jak uderza się na PU to mamy piękny widok na góry, a druga sprawa, że łatwiej schodzić potem do Cashapampy. Zaczyna się w Vaquerii od dużej wysokości bo 3700m i śpi się pierwsza noc na 3850m, i tego się baliśmy, bo myśleliśmy, że może lepiej powoli wchodzić od Cashapampy, ale jak później zobaczyliśmy jaka to wyrypa w górę…. Z chorym M. byśmy nie weszli nie ma opcji, musielibyśmy zrezygnować! Plus nocuje się też na 3800m więc trzeba wejść 1000m jednego dnia.. Masakra.  Także polecam zaczęcie od Vaquerii, ładniejsze widoki i potem końcówkę można się cieszyć tym jak jest pięknie!

 

1 & 2 dzień

Tak wiec z Vaqueria (3700m) ruszyliśmy w drogę, po jakiś 2h była grana opcja z osiołkiem. Nie do końca nas to przyspieszyło, bo M. naprawdę opadł z sił, robił dwa kroki i postój. Jak w końcu stwierdził, że nie ma siły (i już pokładał się na trawie) to musiał wziąć Diamox, żeby zwalczyć wysokość. Po wielu trudach i mękach doszliśmy do pierwszego obozu czyli do Parii (3850m). Doszliśmy dość późno, więc szybko rozstawiliśmy namiot, a ja zaczęłam gotować. Umówiliśmy się z panem od osła, że jutro uderzamy do Punta Union. Pan przyszedł do nas z rana ok 7, ruszyliśmy, ale M. nadal nie bardzo był na silach. Zawróciliśmy po jakiejś 1h wspinania znowu do Parii. Zdecydowaliśmy, że prześpimy się jeszcze jeden dzień i potem w drogę. Nie ma co szaleć i ryzykować, bo z chorobą wysokościową nie ma żartów, plus skoro M. nie miał siły to by po prostu nie wszedł. Zostaliśmy dodatkową noc w Parii i była to bardzo dobra decyzja. Pierwsza noc w Parii była bardzo zimna, więc naprawdę trzeba mieć dobre śpiwory. Nasze okazały się za zimne, ale w Akilpo jak zobaczyli jakie mamy śpiwory to dali nam wkładkę z polara do śpiwora i to nas uratowało! Tak więc spędziliśmy dzień w Parii, odpoczęliśmy, pogotowaliśmy, relaksik. Druga noc już cieplejsza, ufff.

Ps. Jakąś godzinę może dwie od Parii jest kolejne miejsce, żeby biwakować na dziko, jest pięknie i naprawdę super, ale wyrypa w górę, więc jeśli dojdziecie do Parii i macie czas i siłe to możecie próbować, ale musicie wtedy tam na pewno dojść, bo po drodze nie ma się gdzie zatrzymać, jeśli myślicie, że nie dacie rady to lepiej zostańcie w Parii.

 

3 dzień

Teraz naprawdę ruszamy! M. wraca do sił więc idziemy. To jest najtrudniejszy dzień, idzie się jakieś 2-4h do PU i potem w dół kolejne 3h. Jeśli chodzi o czas, to oczywiście wszystko zależy od waszego tempa, więc to jest naprawdę podane jest mniej więcej, my szliśmy 4h. Jest ciężko, ale idziemy bez plecaków więc nie ma co narzekać. Widoki są przepiękne! Ja jakoś nawet w formie idę pierwsza, M. za mną, a S. ledwo ciągnie się za nami. Robiąc Santa Cruz naprawdę musicie być chociaż trochę w formie. Jeśli ktoś myśli, że wstanie z kanapy i wejdzie to nic bardziej mylnego.. Także zasuwamy ile sił w nogach podziwiając widoki. Początek idzie ciężko, ale jakoś zawsze tak jest, potem chyba mięśnie się rozgrzewają i jest łatwiej. Jest niezła wyrypa w górę, ale te widoki to miód na serce i rekompensują wszystko. S. jest bliska płaczu, a to jak nas nie nawidziła tego dnia to ja jedna wiem.. no ona też jeszcze pewnie pamięta hehe. Po kilku godzinach udaje się dojść do Punta Union (4750m)! Radość jest ogromna! Widok! W życiu czegoś takiego nie widziałam, nawet trek w Nepalu w Himalajach nie był aż tak imponujący. Zostajemy na PU prawie 2h (trochę za długo ale M. robił zdjęcia i naprawdę chciało nam się odpocząć). Ruszamy dalej, już z pleckami, bo osiołki były tylko do PU. Musimy dojść do Taullipampa (4250m). Niby ok. 3h w dół. Idziemy żwawym tempem, ale łapie nas deszcz, więc biwakujemy jakieś 20min od campu. Może lepiej bo jest mniej ludzi, a też fajnie. Tutaj noc miała być najzimniejsza, ale może przez deszcz wcale nie było tak źle. S. i M. podejmują decyzje, że 3 dzień zaczynamy później bo jest krótki… zapłacimy za to później….

 

4 dzień

Zaczynamy później, wyruszamy z campa ok 8. Musimy dojść do Llamacorral (3800m) i po drodze zobaczyć jezioro. Ja mam tego dnia wyjątkowo ciężki plecak, bo całe żarcie i śmieci znalazły się u mnie. S. odmówiła trochę współpracy, ma dość. Idziemy znowu w górę. Nie jest do końca jasne którędy iść bo w którymś momencie droga się rozwidla. I jeśli pójdziecie na prawo to idziecie nad jezioro, jeśli na lewo do schodzicie do Llamacorral. My decydujemy, że idziemy nad jezioro i po dłuższej chwili zastanowienia i obczajenia terenu udaje się trafić na ścieżkę do jeziora. Taka wycieczka nad jezioro to ok 2-3h, więc zobaczcie czy macie czas, bo jak nie to możecie sobie darować. Uważam, że jezioro piękne, ale Churup robił większe wrażenie. Idziemy prawie 1h i dochodzimy pod sporą górę… Trzeba tam wejść, żeby zobaczyć jezioro i to kolejne 40min wchodzenia… Zostawiamy plecaki w krzakach i wchodzimy. Widok ładny, ale nie urywa.

 

Schodzimy i zaczyna się chmurzyć, jest ok 13 i trochę zaczynam się denerwować, że decyzja o pospaniu będzie nas trochę kosztować.. Wracamy i wchodzimy na trasę do Llamacorral. Ma być niby 3h drogi…. Ten dzień był najdłuższy! Schodzimy jeszcze chwile, i potem idziemy przez coś co wygląda jak pustynia pięknie, ale upał w pełni i nie ma gdzie się schować nawet przed słońcem, miałam wizję, że padniemy tam i zeżrą nas sępy, haha resztki padniętych zwierząt sprowokowały mnie chyba do takich myśli.. mijamy potem wielkie przepiękne jezioro, i potem już idziemy praktycznie po płaskim terenie więc o tyle łatwo ale droga nam się trochę dłuży… bardzo dłuży, plecy bolą od plecaka, ja dorobiłam sie nie małych odcisków, no idzie się naprawdę ciężko, a czas goni… W końcu ok 18 robi się trochę ciemno i udaje nam się zatrzymać jakieś 20-30min przed campem. Rozbijamy się między skałkami, żeby było cieplej bo strasznie wieje tego wieczora. Jest to najprzyjemniejszy wieczór, rozpalamy mini ognisko (przewodnik z grupy powiedział, że można małe ognisko rozpalić, ale musi być małe i trzeba je porządnie zgasić itp., zdrowy rozsadek generalnie, ja polegam na M. bo on ogarnia takie survivalowe klimaty). Padamy, odciski na nogach zabandażowane, jestem mega zmęczona ale i zadowolona. Jest pięknie!

 

5 dzień

Ostatni dzień, wstajemy rano, suszymy namiot w słoneczku, jest trochę zimno, ale do wytrzymania. Dzisiaj dochodzimy do Cashapampa (2900m). Powrotna droga jest super, bo jest płasko, i widoki są przepiękne. Idziemy praktycznie cały dzień wzdłuż rzeki, jest mega ciepło, super. Już na relaksie schodzimy, bo wiemy, że krótki dzień, i że noc spędzimy w Huaraz. Prysznic to cos co nam wszystkim może się przydać. Mijamy kilka osób po drodze, które też same robiły treka. Idzie się naprawdę przyjemnie. Po jakimś czasie, juz praktycznie na koniec dochodzimy do miejsca, gdzie jest mega wyrypa w dół. Idziemy w dół naprawdę długo, trzeba mieć mocne nogi i kolana. Ale tym bardziej się cieszę, jak widzę tych wszystkich ludzi, którzy zaczęli treka właśnie z Cashapampa i musza wejść na górę! To droga przez mękę, nie podziwiają widoków nawet tylko wspinają się w górę. Oh jak dobrze, że my jednak z drugiej strony zaczęliśmy!

Ok 14-15 dochodzimy do Cashapampa, łapiemy collectivo (collectivo nie zebrało wystarczającej liczby osób, więc wzięło nas auto osobowe, które normalnie liczy więcej niż collectivo, ale nam policzył jak za busa czyli ok. 5soli za osobę). Jedziemy do Caraz. Tam chwilę szukamy stacji autobusowej i w końcu łapiemy collectivo do Huaraz (10s za os), jedziemy ok. 2h i dojeżdżamy do Huaraz! Yay! Prysznic!

 

Podsumowując

  • Trek trwa 4 dni normalnie, ale jeśli macie czas i lubicie, to dajcie sobie z jeden lub dwa dni więcej, jest naprawdę fajnie i ładnie, ok jest zimno ale da się przeżyć.
  • Przygotujcie się do tego treka, jeśli Huaraz to pierwsze miejsce na takiej wysokości i Santa Cruz to wasz pierwszy trek, to zróbcie tak jak my np. Wilka Cocha i Laguna Churup, na spokojnie, ale żeby się przygotować, szczególnie jeśli robicie treka sami.
  • No właśnie. Nie róbcie tego treka z wycieczka. Sorry ale to kiszka. Ja wiem, że my też się wspomogliśmy i wzięliśmy osiołka, tylko nasz osiołek (dwa osiołki) niosły w sumie trzy plecaki, a te osiołki z grupami są tak załadowane, że na PU widziałam, jak jeden upadł, a jego właściciel go kopal żeby wstał..słabo. A do tego, robicie treka w swoim tempie. Jakbyśmy byli z grupą to by nas sprowadzili bo M. źle się czuł i nie zdobylibyśmy PU. Także w swoim tempie jest lepiej! Plus to zupełnie inne doznanie! Samemu gotować, szykować namiot, plan całego treka! Super wyzwanie i wychodzi napewno taniej!
  • Codziennie idzie się ok 6-8h, miejcie wygodne buty!
  • Spakujcie się rozsądnie. Nie bierzcie za dużo jedzenia, ale weźcie żeby mieć na jeden dzień dłużej, w razie czego. Poza tym tam jest tak ładnie, że szczerze mówiąc to przyjemność zostać dłużej. Szczególnie ta trasa jak idzie się od Llamacorral do Cashapama.
  • Weźcie ze sobą leki i Diamox. Nie musicie przyjmować Diamoxa, ale w nagłym przypadku może wam pomóc.
  • Weźcie ze sobą gotówkę, trzeba zapłacić za wstęp (65soli) do parku, plus może wam się przydać, żeby zapłacić za nagłą pomoc w postaci osiołka;)
  • Nie bierzcie ze sobą dużo wody! Pierwszego dnia miejcie ze 2 litry, ale potem wystarczy litr na osobę, naprawdę jest dużo wody po drodze. Plus weźcie może filtr zamiast tabletek, woda po tabletkach oczyszczających smakuje jakoś chemicznie, a po filtrze pyszna! Polecam filtr Sawyer.
  • W nocy jest zimno, naprawdę. Ja nie cierpię marznąć ale myślalam, że gorzej to zniosę, ale w sumie dałam rade. Ale jest zimno w nocy! W ciagu dnia jest mega ciepło. Przygotujcie się na ciepło, zimno, deszcz, wiatr, słońce.
  • Polecam wziąć ze sobą worki na śmieci, bo dzięki temu macie jak łatwo spakować rzeczy np. karimatę, żeby wam nie zmokła plus spakujecie wygodnie śmieci, których nie można zostawiać przy campie.
  • Polecam też wziąć mokre chusteczki higieniczne, żeby się odświeżyć, no i papier toaletowy (nie ma toalet nigdzie, jest natura!, ostatnia toaleta w Vaquerii).
  • Po drodze nie ma dużo ludzi, można spotkać wycieczki czasem, ale w maju nie było dużo osób.
  • Krowy w Parii atakują namioty, tzn. wsadzają łeb do środka i zabierają jedzenie, uważajcie na to i chowajcie jedzenie.
  • Cały koszt sprzętu z Akilpo
  • Kuchenka: 5s/dzień + jakieś grosze za garnki i kubeczki
  • Gas: 20soli (x2butelki)
  • Wkładka do śpiwora: 4s/os czyli 8s dzień (S. nie potrzebowała więc wzięliśmy tylko dwie)
  • Namiot (nowy namiot North Face): 22s/dzień
  • Mata do spania: 4s/za os czyli 12s/dzień
  • Za w sumie 5 dni zapłaciliśmy: ok 270soli za 3 osoby

Całkowity koszt treka zależy ok ilości jedzenia jakie weźmiecie, od tego jaki sprzęt i gdzie wynajmiecie, no i od tego na ile dni idziecie.

 

IMGP9984

 

IMGP9873

 

IMGP9647

 

IMGP9061

 

 

IMGP0283