Wysokie Obcasy – emigracja wśród szklanych ścian

Wysokie Obcasy to jedna z gazet, którą kupuje za każdym razem jak jestem w Polsce. W zasadzie kupuje tylko dwie, WO i Women’s Health, bo to jedne z niewielu gazet, w których jest coś ciekawego. Jak mam wolną chwilę, a nie mam akurat WO pod ręką to zaglądam na ich stronę www i dzięki temu przez przypadek znalazłam serię artykułów pt. Polki bez granic. Są to artykuły, teksty, opowieści, historie, w zasadzie wszystko w jedynym, napisane przez Polki, które mieszkają za granicą. Historie prawdziwe, smutne i wesołe, lepsze i gorsze, ale co najważniejsze bardzo prawdziwe.

Postanowiłam napisać swój tekst i podzielić się swoim doświadczeniem. Był marzec, trochę melancholia dopada i przemyślenia stają się coraz bardziej namolne i chętne do wypłynięcia na powierzchnie. I tak jakoś poszło… Napisałam swój tekst z myślą o wysłaniu go do gazety, ale dopiero po kilku tygodniach wysłałam tekst. Było późno w nocy a już następnego dnia z samego rana opublikowali go na swojej stronie. Ucieszyłam się bardzo i jednocześnie przeraziłam, bo nie spodziewałam się, że to co napisałam jednak ujrzy światło dzienne! Paradoks, piszesz bo chcesz, żeby wrzucili go na stronę i żeby ludzie czytali, ale jednocześnie też pojawia się obawa jak zostanie odebrany. Tekst został delikatnie skrócony, trochę zredagowany i dostał tytuł: Emigracja wśród szklanych ścian. Bardzo fajny pomysł, bo to własnie te ściany, o których pisałam były tutaj najważniejsze. Tekst napisałam dużo wcześniej i trochę czasu minęło zanim odważyłam się go wysłać, więc nie był to spontan tylko przemyślana decyzja, ale jednak zaskoczona byłam szybkim obrotem sprawy. Już po chwili zobaczyłam do ilu osób trafił tekst i ile z nich ma podobne odczucia.

Czytałam komentarze pod postem z wypiekami na twarzy! Oczywiście naczytałam się komentarzy pod tekstem, że jestem beznadziejna, nieporadna, głupia itp. Każdy jest najmądrzejszy wiadomo, szczególnie jak nie ma pojęcia jak to jest wyjechać i żyć w innym kraju, ale takimi komentarzami się akurat nie przejmuję chociaż nie ukrywam, że nie jest łatwo czytać jak ludzie po przeczytaniu kilku zdań oceniają ciebie i twoją sytuację życiową. Najbardziej jednak wzruszyłam się kiedy czytałam, że niektóre osoby mają podobną sytuacje i że rozumieją moje rozterki. Miło… tzn, że nie jestem sama.. szkoda tylko, że jednak tak się czujemy, ale to chyba jest cena jaką płaci się za wyjazd z kraju..

Poniżej tekst. Nie oceniajcie, nie oczerniajcie, przeczytajcie jeśli chcecie i tyle. Nie komentujcie, szczególnie jeśli nie macie doświadczenia życia na emigracji, bo to naprawdę nie wszystko jest takie czarno-białe…

 

Ps. Jeśli mieszkacie za granicą zachęcam do napisania do WO. Po tym jak opublikowali mój tekst to poinformowali mnie, że chcą zbierać te wszystkie historie pod kątem stworzenia książki.

 

Link do strony z artykułem:

http://www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,147125,19768352,emigracja-wsrod-szklanych-scian.html 

WO

 

Nagle cała blacha ciasta, które właśnie upiekłaś, jest tylko dla ciebie. Nie masz z kim się podzielić. Tęsknota rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości twojej pupy

Nie zrozumiesz, dopóki nie wyjedziesz. Bycie emigrantem to stan ducha i umysłu. „Przesadzasz” – ktoś zaraz powie – „przecież wiele osób ma się świetnie”. Pewnie, że są i tacy ludzie. Są jednak i ci, którzy obijają się o szklane ściany. Sądzę, że stanowią połowę wszystkich emigrujących. Nie, nie chodzi o to, że życie na emigracji przypomina wspinaczkę po stromych górach, ale idealnie też nie jest. Emigracja zawsze ma jakąś cenę.

Jak komuś wytłumaczyć, co to jest tęsknota? Jak ostrzec przed tym, co go czeka? Nie da się. Doświadcza się tego tylko na własnej skórze. Owszem, można mówić, że będzie ciężko, że to nie jest do końca „dream come true”, ale nikt nie uwierzy. Bo przecież wyjazd za granicę jest jak podróż do Nibylandii. Wszystko tam jest, ale czasem trochę na niby.

Ściana #1.

Zaczyna się od rejestracji w danym kraju. Rejestrować się czy nie? Niby banalne pytanie, ale… Może będą dodatkowe podatki? Czy w zasadzie zostaniemy tu na dłużej? Czy to tylko przelotny romans z tym krajem? Sto pytań.

Każdy mówi co innego. Trochę się gubisz.

Idziesz do gminy i na dzień dobry stajesz w kolejce emigrantów. Ludzie ustawiają się przed budynkiem o 7 rano, jednak dopiero o godzinie 9 dostają bileciki do okienka.

Uff… Jesteś przy okienku. Masz numer milion pierwszy i czekasz bite 4 godziny. Pamiętaj, żeby rozmawiać po francusku lub flamandzku. Będą krzyczeć i się foszyć, jeśli spróbujesz coś załatwić po angielsku.

Udaje ci się dogadać łamanym francuskim. Przynosisz sto razy dokumenty, żeby się zarejestrować – za każdym razem odsyłają cię z kwitkiem i prośbą o inne dokumenty. Jak masz szczęście, to w jakieś 2-3 miesiące uda się w końcu i dostaniesz ten cholerny papierek.

Ściana #2.

Praca. Jeśli jeszcze nie znasz dobrze języka, to jest dramat. Firmy międzynarodowe dają jednak jakieś szanse. W zasadzie wykształcenie nie jest tak istotne jak znajomość języków.

Czemu nikt tego nam nie mówił w liceum?

Jak masz szczęście i znasz języki obce, to coś znajdziesz. Jak nie, to liczysz na to, że akurat w korpo szukają tylko z angielskim i uda się załapać.

Udaje się? Super! Nie? To masz problem. Pewnie prędzej czy później wracasz do kraju. Ewentualnie zostajesz i pracujesz fizycznie.

W scenariuszu, w którym się udaje: nie znasz w ogóle prawa pracy, podatków, wynagrodzeń netto i brutto. Jak to wszystko ogarnąć? Jak trafisz na uczciwego pracodawcę i/lub dużą firmę, to wszystko jest OK. Gorzej, jak trafisz do mniejszej firmy, gdzie ludzie niechętnie informują cię o tym, co możesz, a czego nie.

Mija pierwszy miesiąc. Zaczynasz powoli rozumieć, ale tak naprawdę minie dużo czasu, zanim poznasz w pełni swoje prawa.

Odpracowujesz każdą wizytę u lekarza. Pod koniec roku okazuje się, że to nie było potrzebne. Dlaczego nikt nic nie powiedział?

Dwa lata zajmuje ci zrozumienie rzeczy, które w Polsce wiesz po miesiącu.

Ściana #3.

Udało się! Masz pracę, mieszkanie. (Wynajęte po znajomości, bo jak chcesz wynająć przed rozpoczęciem pracy, to graniczy z cudem. Nikt nie chce wynająć mieszkania bezrobotnemu, nieważne, ile masz kasy). Możesz zacząć żyć. Tak jakby.

Bo najpierw jest nauka. Idziesz na kursy językowe, żeby jakoś się dostosować i lepiej poruszać po kraju. Poznajesz innych ludzi. Jest OK.

Twoi znajomi po pracy idą do domu lub na imprezę, a ty zasuwasz trzy razy w tygodniu po trzy godziny zajęć wieczornych i uczysz się.

I tak przez kolejne 2-3 lata. Praca – kursy – dom.

Ściana #4.

Tęsknota. Życie się normuje. Po aktywnym okresie ogarniania nowego życia zaczyna ci brakować tego, że w weekend idziesz z przyjaciółką na kawę lub spotykasz się z rodziną na obiad.

Nagle ta cała blacha ciasta, które właśnie upiekłaś, jest tylko dla ciebie. Nie masz z kim się podzielić. Tęsknota rośnie wprost proporcjonalnie do wielkości twojej pupy.

To stan ciała i umysłu nie do opisania i nie do zrozumienia przez kogoś, kto nie doświadczył życia na emigracji… (I nie mówię o przypadkach wyjazdu na rok czy dwa, mówię o perspektywie zostania na zawsze!).

Omijają cię śluby, urodziny znajomych, narodziny siostrzenicy. Rodzą się dzieci, odchodzą najbliżsi. A ciebie nie ma. Nawet wtedy, kiedy bliscy potrzebują cię najbardziej. Masz wyrzuty sumienia.

Wpadasz czasami na weekend. I co? I siejesz tylko zamęt.

Jednak taka była twoja decyzja: wyjechać z kraju i lepiej żyć.

W święta ciągle dylemat, jechać do mojej rodziny czy teściów? Wraz z partnerem decydujecie się rozdzielić, bo każdy chce spędzić czas w gronie najbliższych. Słyszysz komentarze, że to jakaś dziecinada.

Ściana #5.

Tracisz swoją tożsamość. Nie jesteś ani tu, ani tam. Tęsknisz za domem, ale nie ma cię na tak długo, że tracisz kontakty.

Otwierają się nowe miejsca w twoim mieście i nie nadążasz za tym wszystkim. Znajomi pytają się, gdzie chcesz iść na piwo, a ty nie wiesz. Niektórzy patrzą na ciebie jak na pańcię zadzierającą nosa.

W nowym kraju chodzisz do miejsc dla turystów. Ty i większość twoich znajomych to przyjezdni. Stajesz się klasycznym słoikiem, i tu, i tam.

Za granicą zawsze jesteś tą Polką, która przyjechała, a w Polsce – tym obcym, co wyjechał. Bądź tu mądry…

Ściana #6.

Związek. Partner staje się twoim całym światem.

To jedyny łącznik z tamtym światem. Jesteście sobie tak bliscy, że czasem się dusisz.

Próbujecie zmagać się wspólnie z każdym dniem. Jak jedno ma kryzys, to i drugie podupada. Nie masz żadnego filaru, wsparcia w postaci przyjaciół z dzieciństwa, rodziny. Jesteście tylko we dwójkę.

Jak związek się rozpada, to nie wiadomo, co zrobić. Rozstać się? W tej sytuacji to przerażające

Ściana #7.

Wyrzuty sumienia. Sama chciałaś. Ciężko wrócić do kraju, bo teraz prowadzisz tu wygodne życie. Zaczynasz je lubić, mimo tych wszystkich wyrzeczeń. Jakaś część ciebie chce jednak wrócić – tam są twoje korzenie.

Więc codziennie rozmyślasz: wrócić czy zostać? Co robić? Jak widzisz swoje życie za 2-5 lat? A co będzie, jak pojawią się dzieci? Jak rodzice będą starsi? A im dłużej mieszkasz za granicą, tym bardziej zdajesz sobie sprawę, że coraz ciężej wrócić.

Podoba ci się to inne życie, międzynarodowość. Powrót wydaje się… szarobury. Nie mówiąc już o komentarzach złośliwców: „O! wrócił syn marnotrawny”.

Za granicą lepiej zarabiasz. To główny powód rozterek. I jest ci z tym głupio. Że wybierasz kasę. Stać cię w końcu na wyjazdy, wakacje, weekendowe wycieczki, lekarza, fajny prezent dla rodziców, wsparcie finansowe dla rodziny.

Jedni powiedzą: życie powinno być łatwe i przyjemne. Inni ocenią, że jesteś materialistką.

Co będzie, to będzie

Życie za granicą jest fajne, ale nie zapominajmy, że to też wyzwania.

Nie jest zawsze tak kolorowo. I zamiast oceniać osoby, które zdecydowały się na wyjazd, trzeba się zastanowić, dlaczego tak zrobiły i jaką cenę za to płacą.

Próbujemy ogarniać życie po swojemu i nie każdemu to się musi podobać. Nam też często nie jest łatwo. Ale to nasze życie i nasze decyzje. I bez względu na to, gdzie wylądujemy na starość, to pewnie zawsze czegoś będziemy żałować lub za czym innym tęsknić.

Czy warto wyjechać? Nie wiem, ciągle się nad tym zastanawiam.

Wiem jedno: jestem dumna, że doszłam do pewnych rzeczy sama! Nikt niczego za mnie nie załatwił. Powoli, w swoim tempie ogarnęłam życie.

Czy myślę o powrocie? Codziennie. Ale też wiem, że wyjeżdżając, będę tęsknić – mam stabilną sytuację, a wracając do Polski paradoksalnie jadę w nieznane.

Co będzie? Nie wiem. Staram cieszyć się życiem. Co będzie, to będzie. Życie pokaże.

  • Bardzo wzruszający tekst i kompletnie niezrozumiałe (niektóre) komentarze na stronie WO („Kobieto jest tyle możliwości, a ty marudzisz o „szklanych ścianach”, to mój faworyt). Ktoś, kto nie był, nie ma pojęcia, prawda?

    • Dokladnie tak. Wszyscy widza tylko plusy wyjazdow – czyt. kase – a jak zaczne mowic, ze czasem jest smutno itp to dostaje komenatrz, ze sama chcialam. No… i tak i nie:) Tez nie wiedzialam na co sie pisze! I zazwyczaj najgorsi sa Ci ktorzy totalnie nie maja pojecia o emigracji… bo nigdy nie chca porozmawiac tylko oceniaja. Tacy sa ludzie.

  • Podziwiam Twoją odwagę – i za wysłanie tego felietonu, i za wyjechanie z kraju. Ale dziewczyno ty dajesz radę! 🙂

    • 🙂 dzięki za komentarz. heh, nie wiem czy to odwaga czy po prostu młodzieńcza głupota;) życie zweryfikuje;)

  • Świetny tekst! Widać, że mówisz z własnego doświadczenia.
    Z jednej strony człowiek chce wyjechać za lepszym życiem, a z drugiej się boi i często nawet nie umie określić czego dokładnie. Podejrzewam, że ten tekst może w dużym stopniu takim osobom ułatwić decyzję. Czarno na białym czego można się spodziewać.

    • dzieki:) oj tak, to wszystko moje przemyślenia i doświadczenia. nie wiem czy ułatwi decyzje czy nie, bo dopiero jak sie wyjedzie to wszystko się werifikuje, ale mam nadzieje, że da do myślenia. Dzięki za komentarz.

  • Przepiękny tekst Aga! Mi cały czas emigracja chodzi po głowie, mimo że znam jej 2 gą twarz.
    ps. Montuj disqussa!

    • dziękuje;) są plusy i minusy jak zawsze, jednak plusów musi być więcej niż minusów, żeby miało to prawo bytu. powodzenia!

      cały czas dojrzewam do tego disqusa;) ale coraz bardziej na tak więc może może;)