Świąteczna padaczka sraczka

„Tradycja i postęp – to dwaj wielcy wrogowie ludzkości.” – Paul Valéry

Święta to taki okres, w którym mamy się cieszyć, być z bliskimi, spędzić wspólnie czas, celebrować każdą wolną chwilę. Bla bla bla…..

W rezultacie, wszyscy ludzie latają jak kot ze sraczką w poszukiwaniu prezentów, w pracy jest nawał obowiazków, bo nagle wszyscy ogarneli, że koniec roku (hello mamy grudzień! co roku to samo!) i trzeba dopiąć wiele spraw, do tego na ulicach i w sklepach dzikie tłumy, nawet kupienie chleba graniczy z cudem. Wymyślamy fantazyjne potrawy na Wiglię, wydajemy więcej niż zarobilismy przez ostatnie dwa miesiące, a nerwowa atmosfera udziela się absolutnie wszystkim. Do tego zapraszamy do siebie rodzinę, z którą mamy kontakt raz do roku (na Wiglię wlaśnie) i każdy nerwowo czeka na ten dzień.

O losie! a gdyby tak inaczej? Da się? Da!

Jak przyjdzie taki moment, w którym ode mnie zależeć będzie organizacja mojej Wiglii będzie wygladało to tak:

Zero wymyślnych prezentów, lepiej jak wszyscy zrobimy wspólnie coś w rodzaju: szlachetnej paczki czy udzielimy się w innej akcji, która pomaga ludziom lub zwierzetom. Każdy dostaje jeden (!!) mały symboliczny prezent typu: książka, kulka do kapieli, krem, mała lalka dla dziecka, mogą być dodatkowo ręcznie robione pierniczki, czy ciasteczka owsiane, żeby uczyć najmłodszych szacunku do jedzenia i pieniędzy. Nic wielkiego ale żeby coś było pod choinką. Nie trzeba też szykować stu potraw w chorych ilościach. Jedzenie vege, zdrowe i w małych porcjach. Zero żywego karpia, który umierał w męczarniach po drodze ze sklepu do domu. Zdrowo i smacznie. Nie trzeba się obżerać w święta do nieprzytomności. Jestem pewna, że wszystkim takie rozwiązania wyszłyby na dobre, jestem tego pewna.

A skąd te moje przemyślenia? A stąd, że po rodzinnej Wigili, w której po raz setny tłumaczyłam czemu nie mam dzieci, ślubu i czemu nie jem mięsa czuję, że dochodzę do momentu kiedy mowie stop. Stop oszołomom i wszystkim głupim tradycjom. Chora ilość prezentów i dzieci, które dostają kociokwiku od ilości plastykowych chińskich lalek. Kuzyn, który mówi mi: że jak pistolet (kolejne chińskie g….które dostał) ma laser to będzie zadowolony ale jeśli nie ma to bedzie wściekly… co to w ogóle za emocje wyzwolone w dzieciach? Przyszedł do nas sąsiad przebrany za Mikołaja, żeby rozdać prezenty tym bachorom, a ani jedno nie powiedziało do widzenia jak wychodził, bo były tak zaaferowane nowymi zabawkami. Czy to są wartości, które chcemy przekazywać naszym dzieciom? Chyba nie.

Dlatego za rok, polecam zastanowić się dwa razy nad organizacją Świąt. Spędżmy je w miłej atmosferze i celebrujmy to co dla nas ważne, korzystajmy z tego, że mamy wolne dni od pracy i wypoczywajmy z rodziną lub sami wedle preferencji. I zamiast 40 zabawek dla dzieci czy 15 pary skarpet, udzielmy się charytatywnie, bo naprawdę są ludzie i zwierzęta, którzy potrzebują pomocy.

 

xmas 2

(zdjęcie ze strony https://www.pinterest.com/pin/358880664027460361/)