Udręka 30latek

mem

(źródło: http://www.obrazki.jeja.pl/49517,zawsze-na-slubach-starsi-mnie.html)

 

Ten post to apel do wszystkich ludzi wtykających nos w nieswoje sprawy.

Niesamowite jak znajomi, bliższa lub dalsza rodzina daje sobie prawo do wtykania swojego wielkiego wścibskiego nosa w nasze życie. Co to do cholery ma być, że WSZYSCY pytają mnie o ślub i dzieci. Z jakiej racji? Dlatego, że niebawem kończe 30 lat i ludzie uzurpują sobie prawo do takich pytań?

Na imprezach rodzinnych nawet ciotki i wujkowie, z którymi nie mam kontaktu i widze ich raz na sto lat, nagle wykazują ogromne zainteresowanie moim brzuchem. A kiedy dzieci? Dochodze do momentu, kiedy mam ochotę odpowiadać, że to moj brzuch, moja macica, i nikomu nic do tego. Czy ja do nich podchodze i pytam się o menopauze lub o to czy im jeszcze działa sprzęt w ich wieku? No co to ma byc do cholery? Nie, to nie wasza sprawa. WARA! Proponuje zająć się swoim życiem a nie wpychać nos w życie innych. Przecież jakiś powod tego jest, że nie mam dzieci. No bo albo o tym nie myślę, nie chce ich mieć, i nie mam zamiaru się z tego tłumaczyć, albo np może nie moge. I co? mam wszystkim tlumaczyć, że mam problem z zajściem w ciąże? Jak ktoś ma odrobinę mózgu, to chyba zdaje sobie sprawę, że to są sprawy prywatne i nikomu nic do tego. Nie chce miec narazie dzieci, a może podejme decyzje, że w ogóle nie chce ich mieć, i naprawde nie pytam o niczyje zdanie. A jak zapytam to wtedy chętnie wysłucham. Tymczasem milczcie proszę wszyscy. Moja macica, moj brzuch, nic wam do tego.

To samo ze ślubem… Nie mam ochoty wydać pierdyliarda zł, po to żeby ludzie mogli się nażreć i nachlać. Jeśli miałabym takie pieniądze do wydania – a nie mam – to już napewno nie na ślub. Wolałabym sobie zafundować wycieczke dookoła świata lub kupić auto. Po co mi ten ślub? Nie mieszkam w Polsce, a tu gdzie mieszkam mam podpisaną umowę partnerską z moim partnerem. Jesteśmy postrzegani jako małżeństwo w kraju, w którym żyjemy. Nie, nie jest to rozpoznawane w Polsce, i jeśli kiedyś wrócę do kraju, to może wezmę ślub cywilny jeśli zajdzie taka potrzeba lub ochota. Narazie jest dobrze tak jak jest. Proszę się nie wtrącać, i nie zbywać mnie mówiąc „pff co to to partnerstwo, ślub trzeba”. Jesli opęta mnie ochota na ślub, poinformuje o tym, narazie nie mam ani potrzeby ani ochoty. I nie, nie mówcie mi, że jestem singielką, albo że skoro nie ma ślubu to mój związek nie jest do końca prawdziwy. Jest najprawdziwszy ze wszystkich, i to czy mam papierek z urzędu czy od księdza pedofila naprawde nic nie zmienia. Nie chce słuchać, że żyję w grzechu albo, że powinnam się ustatkować. W grzechu to żyją te cnotki niewydymki, które często pod przykrywką grzecznych katoliczek są bardziej wyłuzdane i zakłamane niz ktokolwiek inny. Drą się jak stare prześcieradło, ale oczywiście wszystko po cichu żeby nikt nic nie wiedział, bo przecież one dziewicami są aż do ślubu. Dobre sobie.

Ostatnio usłyszałam od koleżanki, gorliwej katoliczki, że ja to żyje w grzechu i nie mam żadnych wartości. Tymczasem ona gziła się ze swoim facetem w swoim domu udając przed rodziną, że śpią w oddzielnych pokojach. No litości…

Tak więc, ustalmy, że każdy żyje jak chce, nie wtrącać się prosze i nie wypytywać mnie o nic. To jak ja żyje to moja sprawa, moje życie i przeżyje je tak jak chce! Oczywiście jestem otwarta na dyskusje i rozmowy, ale które wnoszą coś więcej niż tekst typu ‘trzeba wziąć ślub i trzeba mieć dzieci’. W moim świecie nic nie trzeba!

I tak! tutaj niespodzianka! W życiu nic nie trzeba, co najwyżej to można.

 

Ps. A jeśli jednak będziecie pytać o moją macice, bądżcie pewni, że ja będę was pytać o wasze krocze.