Zwiędły kwiat Europy

Fleur de l’Europe, tak śmie nazywać się Polska knajpa w Brukseli przy Place Lux, niestety z kwiatem to najwyżej zwiędłym i zgniłym ma coś wspólnego.

Znajduje się blisko Parlamentu Europejskiego i istnieje od lat, ale to o niczym nie świadczy. Po kilku nieudanych próbach znalezienia dobrego polskiego jedzenia w Brukseli, dowiedziałam się o tym miejscu. Mało tego kilka osób je zachwaliło! Postanowiłam spróbować pierogów ruskich (bo kocham pierogi!) . Jest piątek, piękna pogoda, pomyślałam, że skocze na lunch, bo to niedaleko mojej pracy. Napaliłam się na te pierogi jak szczerbaty na suchary… hmmm.. aż nie wiem od czego zacząć…

Idąc do tej ‚restauracji’ mijam po drodze dużo knajp, które serwują kanapki, sałatki, tajskie żarcie, świeże ryby, eko, bio czego dusza zapragnie… Ale co tam, ja idę po te moje wymarzone pierogi….  Nie wiem co mnie podkusiło…. Na zewnątrz wisi szyld Żywca i z zewnątrz wygląda jakby było zamknięte, jakoś ciemno, ale wchodzę, w końcu pierogów mi się chce! Wystrój gorzej niż źle, jakieś drewniane stoliki, klimat kebabowo-stołówkowy. Okazuje się, że polskich dań jest zaledwie kilka, a głównie serwują kebaby i tortille…. Gorzej być nie mogło… Ale jestem zdeterminowana i najwyraźniej turbo głodna, bo zamawiam pierogi i sama nie wierzę, że to robię!!

Pan, który serwuje jedzenie tzw. kucharz (z kucharzem niewiele ma wspólnego bo on co najwyżej odgrzewa jedzenie…) pyta czy chce pierogi na ciepło. Jasne! wyobrażam sobie pierogi z patelni ba! nawet lepiej z piekarnika! Niech robi, a co! Wyobraźcie sobie moją minę jak widzę, że pan wrzuca je do obok stojącej mikrofali….o nie…. gumowe pierogi raz! Jak już zagotował je w tej mikrofali, zapakował do pojemniczka….pomyślałam: masz ciesz się kobieto.

Jak doszłam do pracy, już lekko zdegustowana, bo nie spodziewałam się rewelacji, to okazuje się, że może być jeszcze gorzej! Otwieram pudełko, wykładam pierogi na talerz, a tam moim oczom ukazuje się cebula, która wyglądała jakby ją ktoś z patelni zapomniał zdjąć tydzień temu… Odkładam cebulę na bok, kroje…Farsz to obok sera nawet nie stał, widać, że pierogi gotowce kupione w pierwszym lepszym polskim sklepie. Smak? Żaden, oprócz tego, że czuję jak tłuszcz mi ścieka po ustach..fuj.

Naprawdę szok, jakbym sama kupiła te pierogi w sklepie, to dobra nie ma co narzekać.. Ale kurcze, to są pierogi z polskiej knajpy i spodziewałabym się, że takie proste dania robią sami!! Aż wstyd, że knajpy serwują takie jedzenie za granicami naszego kraju jako ‚prawdziwe polskie jedzenie’. Obciach! jakbym była obcokrajowcem to bym była załamana i pomyślała, że kuchnia polska to jakieś tłuste obrzydliwe żarcie. A szkoda, bo przecież polskie jedzenie jest pyszne!

Wspomnę tylko, że ten lunch kosztował mnie bardzo dużo, bo pól szklanki wypitego oleju, który muszę potem spalić, zgagę i roztrzęsiony żołądek. A to wszystko tylko za 10.50 euro. Nie polecam!

 

Adres: Fleur De L’Europe, Rue de Trêves 34, 1000 Ixelles

DSC_0035

DSC_0037

 

(zdjęcie ze strony głównej: https://www.cartoonstock.com/directory/d/dead_plant.asp)